Moja torba do szpitala na poród - co mi się przydało, a czego mi brakowało

Tak, jak pisałam Wam pod wpisem z zawartością mojej torby do szpitala (TUTAJ) - w dzisiejszym wpisie będzie małe podsumowanie tego co mi się przydało, co było niepotrzebne oraz czego mi brakowało.

Dokumenty - wszystko było potrzebne
- dowód osobisty
- karta przebiegu ciąży
- wyniki badań, w szczególności trzeba mieć: grupę krwi, wyniki posiewu z pochwy pod kątem bakterii, okazało się, że moje badania nie były wystarczająco szczegółowe, ale nic nie mogłam już na to poradzić... zrobiłam takie, jakie zleciła mi moja Pani doktor...


 Artykuły spożywcze:
- woda niegazowana w małych butelkach - oczywiście, że się przydała, lepsza jest ta, których opakowanie ma specjalny "dzióbek" do picia - niestety na sam poród nie zdążyłam takiej kupić, ale mąż odkręcał mi tą moją, później na pobyt w szpitalu rodzina dokupiła mi właśnie napoje z "dzióbkiem"
- biszkopty - akurat tych biszkoptów nie jadłam, ale rodzina doniosła mi inne produkty na przegryzkę, ogólnie zbyt wiele z tych rzeczy, które mi przynieśli nie zjadłam, nie miałam za bardzo siły nawet na jedzenie... szpitalne jedzenie średnio mi podchodziło, ale w szpitalu byłam tylko dwie doby, a mąż donosił mi bułeczki z wędliną na śniadanie
- tic-tac, mentosy - wcale mi się nie przydały, z założenia one miały być na poród - tak doradzała mi moja położna, ale powiem szczerze, że nie wyobrażam sobie że w czasie skurczy miałabym sobie cyckać mentosy  - prędzej bym się chyba nimi zakrztusiła...
- sztućce, kubek, talerzyk - wszystko mi się przydało, polecam wziąć jednak ceramiczny kubek - mi taki doniosła bratowa, bo w szpitalu w którym rodziłam można było sobie iść i zrobić herbatę w każdej chwili, a do posiłków salowe chodziły z dzbankami i polewały herbatę, a jednak z ceramicznego kubka pije się przyjemniej - przynajmniej mi ;)


Rzeczy dla mnie:
- koszula nocna do porodu - ja wzięłam sukienkę na szerokich ramionach, która w domu służyła mi za koszulę nocną, wbrew wcześniejszym obawom nic się z nią nie stało i nie musiałam jej wyrzucić po porodzie..
- 2 koszule nocne rozpinane z przodu - z tymi specjalnymi koszulami do karmienia to jest trochę przesada, wiadomo, że na początku  nie jest łatwo karmić piersią - nie do końca wiadomo jak przystawić dziecko, jak je trzymać itd., dlatego wcale nie korzystałam z tych wycięć do karmienia, tylko po prostu leżąc na łóżku podciągałam sobie koszulę wyżej - ale to jest kwestia indywidualna, ja żałowałam, że nie miałam takiej koszuli na szerszych ramiączkach, jak ta do porodu, bo wystarczyło tylko zsunąć ramiączko i już można było karmić...
- szlafrok - założyłam go chyba raz - miałam jeszcze długi sweterek i to jego nosiłam
- kapcie - oczywiście potrzebne
- klapki pod prysznic - nie wszyscy je mieli, ale ja bez tych klapek z pewnością odczuwałabym dyskomfort pod prysznicem..
- skarpetki - mi jest zawsze zimno w stopy, więc mi się przydały ;)
- ręczniki - mały i duży - oczywiście niezbędne
- sweterek - bardzo mi się przydał, w pierwszą noc po porodzie miałam taki stan, że było mi raz ciepło, raz zimno -położna powiedziała, że to normalne - dostałam tabletki i było lepiej, a sweterek bardzo się przydał,
- poduszka jasiek - dla mnie niezbędna, w domu zawsze śpię na jaśku, żałowałam trochę, że nie wzięłam mojej poduszki do karmienia - rogala, ale ile bym miała tych toreb... chociaż ta poduszka ułatwiłaby mi karmienie, bo po porodzie byłam bardzo słaba i miałam problem z karmieniem na siedząco i w szpitalu karmiłam małą w pozycji leżącej


 Przybory toaletowe - większość w wersji mini:
- dezodorant - przydał się, używałam go
- pasta do zębów, szczoteczka - oczywiście niezbędne
- płyn do higieny intymnej - też niezbędny
- szampon - przydał się
- kosmetyki do twarzy i makijażu - przydał mi się tylko płyn do demakijażu, którym przecierałam sobie twarz, nic więcej mi się nie przydało, nie miałam siły nawet posmarować twarzy kremem, a makijażu nie zrobiłam nawet na wyjście ze szpitala - nie miałam głowy, żeby o tym myśleć i się tym zajmować..
- szczotka do włosów, gumki, spinki - z moimi dość długimi włosami te gadżety były niezbędne
- żel pod prysznic - oczywiście niezbędny
- ręczniki papierowe, papier toaletowy - niezbędne
- chusteczki higieniczne - przydały się
- pomadka nawilżająca - również się przydała, po porodzie miałam strasznie wyschnięte usta, więc taka pomadka była zbawieniem


 - podkłady higieniczne, duże podpaski - niby szpital dawał coś co miało spełniać funkcję podpasek, ale ja również korzystałam z tych moich, a już najbardziej przydały mi się w domu, przez pierwszy tydzień, dwa świetnie się sprawdzają, są dużo lepsze niż zwykłe podpaski, gdyż skóra oddycha, a dla mnie było to szczególnie ważne, bo miałam ranę i szwy..
Jeszcze małe wyjaśnienie - najczęściej podkładami poporodowymi są nazywane zarówno te duże podpaski, jak i takie podkłady na łóżko, ja miałam ze sobą jedno i drugie, ale ostatecznie szpital to zapewniał - chyba wszystko zależy od szpitala.
- majtki jednorazowe - mi się przydały, choć nie były zbyt wygodne i nie do końca przylegały, ale w sumie to chyba o to chodziło, bo dzięki temu skóra mogła oddychać, ja trochę żałowałam, że nie wzięłam kilka par zwykłych majtek bawełnianych, tylko, że pewnie wymagałyby wyrzucenia po użyciu..
- wkładki laktacyjne - w szpitalu mi się nie przydały - nie miałam jeszcze tyle pokarmu, ale teraz nie wyobrażam sobie codziennego funkcjonowania bez tych wkładek - świetna sprawa, noszę je cały czas, zarówno w dzień, jak i w nocy
- laktator - w szpitalu mi się nie przydał, ale i tak uważam, że było go warto wziąć, a ja zaczęłam go używać dopiero w domu i cały czas mi się przydaje - uważam, że była to bardzo dobra inwestycja i bardzo polecam, oczywiście w wypadku, gdy zamierzamy karmić piersią
- herbatka na laktację - piłam ją w szpitalu  i teraz, gdy czuję, że mam mniej pokarmu również ją piję i wydaje mi się, że coś daje ;)


Dla dziecka:
- chusteczki nawilżane dla niemowląt - oczywiście, że bardzo się przydały, bo przecież musiałam przewijać moje maleństwo, w domu podczas przewijania używam wody i płatków kosmetycznych, ale w szpitalu te chusteczki były niezbędne
- pieluszki jednorazowe - oczywiście niezbędne
- pieluszki tetrowe - nie były konieczne, szpital je zapewniał
- kosmetyki dla niemowląt - używałam tylko kremu pod pieluszkę przeciwko odparzeniom
- smoczek - wiem, że zdania co do smoczka są podzielona, ale ja byłam zadowolona, że go wzięłam, nie dawałam go małej cały czas, ale nie oszukujmy się - na samym początku nie jest łatwo ogarnąć niemowlę, przewijanie trwa długo, bo człowiek się boi, żeby nie zrobić maleństwu krzywdy i właśnie najczęściej przy przewijaniu używałam smoczka, bo mała potrafiła strasznie krzyczeć podczas tej czynności, choć zdaję sobie sprawę, że wynikało to z mojego braku doświadczenia

 Inne:
- ładowarka - oczywiście niezbędna, chociaż powiem szczerze, że telefonu używałam tylko do odbierania telefonów od męża czy mamy, na wszelkie smsy od rodziny i znajomych odpisałam chyba dopiero po tygodniu, sama nie pisałam do nikogo i nie wysyłałam zdjęć, bo byłam dość słaba, a poza tym moje maleństwo było dla mnie najważniejsze i to ona zajmowała mi cały czas, telefon przydał mi się jeszcze do zrobienia pierwszych zdjęć malutkiej
- aparat - wzięłam, bo zawsze noszę go w torebce, ale zapomniałam, że ładowałam baterię i jej nie włożyłam, więc miałam aparat ale bez baterii :(
- drobne pieniądze - wcale się nie przydały, sklepik był dwa piętra niżej, więc oczywiście do niego nie chodziłam, a wszystko co potrzebowałam przynosiła mi rodzina, drobne miały też być ewentualnie do telewizora, ale na sali nie było telewizora...
- długopis, zeszyt, książka - długopis i czyste kartki do czegoś tam się przydały, ale książka była zupełnie niepotrzebna - nie miałam czasu ani sił ani ochoty, żeby coś czytać


 Torba na wyjście ze szpitala:
- ubranie na wyjście ze szpitala dla mnie - oczywiście miałam wszystko przygotowane tak, jak powinnam, więc była bielizna, bluzka, spodnie, żakiet i buty
- ubranie dla dziecka - czapeczka, rękawiczki, body, kombinezonik - tutaj polecam zwrócić uwagę na rozmiary i wziąć również większe rzeczy, ja w ogóle o tym nie pomyślałam i mała w niektóre rzeczy się nie mieściła, bo była dość długa - 58 cm, a ja miałam niektóre ubranka na 52 ;)
- kocyk/rożek.


Odnosząc się do Waszych komentarzy pod wcześniejszym wpisem, gdy pakowałam torbę:

- ubranka dla dziecka na czas pobytu w szpitalu - ja nie miałam, bo szpital je zapewniał, ale to zależy od szpitala i warto to sprawdzić przed porodem
- Tantum Rosa - ja używałam dopiero w domu, nie bardzo miałabym jak tego użyć w szpitalu, nie mniej jednak warto kupić
- suszarka - ja nie wzięłam, kazałam przynieść mężowi, a potem i tak jej nie użyłam, tylko poczekałam, aż włosy mi same wyschły... także według mnie jest nieprzydatna, ale to zależy od indywidualnych upodobań
- a tak naprawdę to wszystko zależy od szpitala, w którym będziecie rodzić.

Czego mi brakowało:

- silikonowe nakładki na sutki, okazało się, że mała w ogóle nie chce chwytać sutka, po kilku próbach z położną - doradziła mi te nakładki, na szczęście rodzina poszła mi je kupić
- poduszka rogal - trochę żałowałam, że jej nie wzięłam, bo ona znacznie ułatwia karmienie,
- poza tym to chyba nic więcej, zresztą wzięłam ze sobą całą małą walizkę na kółkach

Czym się sugerowałam przy wyborze szpitala:

- mimo tego, że poród mnie zaskoczył w 37 tygodniu ciąży, chociaż Pani doktor powiedziała mi na ostatniej wizycie przed porodem (w czwartek, a ja urodziłam w niedzielę), że niedługo urodzę, to myślałam, że to nie będzie aż tak szybko. Wiedziałam, że nie chcę rodzić w szpitalu w moim mieście, a wpłynęły na to dwa czynniki - po pierwsze nie zawsze jest możliwość porodu rodzinnego, gdyż nie ma całkowicie osobnych sal do rodzenia, tylko na jednej sali są wydzielone trzy osobne stanowiska - to mnie przerażało, całkowity brak intymności, a po drugie w szpitalu w moim mieście nie ma odwiedzin na oddziale po porodzie - jak się dobrze pogada z położnymi, to można podejść z dzieckiem do drzwi i pokazać rodzinie przez szybę - no bez przesady...
- powyższe powody zraziły mnie do mojego szpitala i byłam zdecydowana, że będę rodzić w oddalonym o 30 km szpitalu w Koninie, a tak się szczęśliwie złożyło, że gdy zaczęłam rodzić byliśmy u teściów w Koninie, więc do szpitala miałam dosłownie moment...
- Wybrałam ten szpital, ponieważ:
• posiada osobne sale do rodzenia, każda rodząca ma swój własny pokój z osobną łazienką z prysznicem, dzięki czemu odczuwa się dużo większy komfort i prawie nie słyszy się innych rodzących,
• no i dla mnie najważniejsza kwestia - są odwiedziny, jak tylko zostałam przewieziona na normalną salę - rodzina mogła mnie odwiedzić, a powiem szczerze, że to było dla mnie naprawdę ważne. Po porodzie byłam bardzo wyczerpana i pomoc bliskich była nieoceniona, gdy wieczorem wstałam z łóżka to było mi tak słabo, że kręciło mi się w głowie, na szczęście była u mnie rodzina, mama została z małą, a bratowa pomogła mi skorzystać z łazienki i prysznica.


Mam nadzieję, że mój wpis okaże się dla Was pomocny. 
Jestem ciekawa waszych doświadczeń

, , ,

O Maria S.-W.

Matka, żona, kobieta, która wciąż czegoś szuka i za czymś goni… Kocha wszystko co typowo kobiece – kosmetyki, ubrania, gadżety i inne bibeloty. Blog jest odzwierciedleniem tego co jej w duszy gra :) Zapraszam do obserwacji moich profili na Instagramie i Facebooku.

41 komentarze :

  1. rozumiem,że urodziła się córeczka? gratuluję serdecznie! a jakie imię daliście?

    u mnie w szpitalu ubranka dla dziecka zapewniał szpital,miałam dla dzieci tylko pieluchy,chusteczki i sudocrem w razie czego,ale i tak używałam go dopiero w domu

    smoczek - zbędny przy 1 dziecku,bo nie chciała, 2 córa załapała dopiero w domu, w szpitalu nie podawałam

    jedzonko przywoził mi mąż albo mama z babcią ;) na poród miałam tylko wodę a i tak nie piłam,bo nie byłam w stanie o tym myśleć z bólu :P

    oba porody przeżyłam bez męża

    u mnie koszule do karmienia fajnie się sprawdziły, pomimo szwów po porodach normalnie siedziałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak - urodziła się córeczka - Łucja :)))
      http://marcelka-fashion.blogspot.com/2014/09/ucja-jest-juz-z-nami.html

      dziękuję za komentarz z własnymi doświadczeniami - wiadomo, że u każdego jest to trochę inaczej ;)

      mi powoda podczas porodu bardzo się przydała, chociaż piłam jedynie malutkie łyczki, ale jednak to było kilka godzin i strasznie mi zasychało w ustach, tym bardziej, że jestem przyzwyczajona, że bardzo dużo piję...

      Usuń
  2. fajny post, ja rodzilam w poznaniu tez sobie nie wyobrazam rodzic w kol.. wzielam tylko najwazniejsze rzeczy i zabraklo mi wlasnie nakladek i laktatora to bylo najwazniejsze zperspektywy czasu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ja cały czas używam tych nakładek - młoda nauczyła się dziadostwa i bez nakładki nie chce ssać... wielokrotnie próbowałam ją oszukać, zdjąć nakładkę podczas karmienia itp., ale nic to nie nadaje, wtedy nie chce jeść i koniec...

      no ja nie zdecydowałam się na mój szpital z wyżej wymienionych powodów, a z perspektywy - to najbardziej przeszkadzałoby mi to, że jednocześnie słyszałabym cały przebieg porodu u innych kobiet - łącznie z krzykami i z tym co mówią do nich położne i lekarze...

      Usuń
  3. Świetna walizka :3

    Dodasz komentarz? Będzie mi bardzo miło. :)
    malinowe-ciasto.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki - ale post nie jest o walizce... ;)

      Usuń
    2. He, he - tzw. komentarz obrazkowy, bez czytania tekstu. ;p

      Usuń
  4. Wpis na pewno bardzo pomocny dla przyszłych mam. Sama nigdy nie zastanawiałam się nad tym, co należy zabrać ze sobą na poród, a tu się okazuje, że pamiętać trzeba o całej masie rzeczy. A wiadomo, że lekarz raczej o wszystkim nie powie. I później trzeba kombinować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja o tym wszystkim dowiedziałam się od położnej na zajęciach, na które uczęszczałam w trakcie ciąży, pisałam o nich tutaj:
      http://marcelka-fashion.blogspot.com/2014/07/spotkania-edukacyjne-z-poozna.html
      niestety lekarze chyba o tym nie mówią :)

      Usuń
  5. A który dokładnie wybrałaś szpital w Koninie? Też bym wolała w Koninie rodzić, bo Koło mnie zawsze odpychało :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten na Nowym Koninie na Wyszyńskiego, bo wiedziałam od mojej położnej, że jest tutaj wyremontowana porodówka i są osobne sale do rodzenia, jakoś się nie zastanawiałam i nie sprawdzałam czy na Starym Koninie jest w ogóle porodówka, od znajomych słyszałam tylko o Nowym Koninie ;)

      Usuń
  6. Kurczę no tak czytam i sama nie wierzę, że wkrótce i mnie to może czekać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ile tych rzeczy... O pewnych przeczytałam po raz pierwszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja dowiedziałam się o tym co trzeba zabrać od położnej, a potem swoją wiedzę poszerzyłam szperając w internecie ;)

      Usuń
  8. wpis super i na pewno bardzo pomocny dla przyszłych mam ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. ja nic z tego nie wyniose Kochana ale podesle siostrze, bo ona juz w 4 miesiacu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Widzisz,u mnie np z koszulami było inaczej,miałam te rozpinane. Sale były 3-osobowe,akurat ja trafiłam tak,że oprócz mnie były 2 inne mamy. Dostałam tyle pokarmu,że w moim przypadku były niezbędne i wygodniejsze przy karmieniu.
    Co do chusteczek to pielęgniarki krzyczały jak widziały,że jakaś mama ma przy sobie, w sali obok przewijaka była wanienka,płyny do mycia dzieci i za każdym razem po kupce pod wodę,a po siku tylko pieluszką przemywałam.
    Żałuję,że smoczka nie miałam,bo mały od chwili narodzenia jakiś taki krzykliwy był ;)
    Mi książka się przydała,bo zanim urodziłam to dobę leżałam w szpitalu i zdążyłam ją przeczytać ;)
    Co do szpitala.. Do najbliższego mam 40km i to w nim zdecydowałam się na poród-wiedziałam,że tam nie ma problemu z odwiedzinami. Rodzina mogła przychodzić od samego rana do wieczora. Poza tym poród miałam na 23 grudnia,wg usg 21,u nas wtedy straszne mrozy były,codziennie brak prądu,bałam się strasznie jak to będzie.. i do porodu pojechałam już ze skierowaniem 2-go stycznia :)
    Laktatora nie miałam praktycznie "przyjemności" używać.. Jak na początku miałam strasznie dużo pokarmu tak bardzo szybko mi zanikł i w ogole miałam problemy z karmieniem,z synkiem,aż musielismy pediatre zmienić :(
    Oj,rozpisałam się :)
    Pozdrawiam Ciebie i Łucję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja w szpitalu nie miałam jeszcze tak dużo pokarmu, a kupiłam sobie niewygodne koszule i tyle..

      U mnie pielęgniarki nic nie mówiły na chusteczki, z tego co widziałam, to na mojej sali wszystkie je miałyśmy i używałyśmy ;) w domu stosuję płatki kosmetyczne i wodę.

      Smoczek bardzo mi się przydał, tak jak pisałam, bo nie oszukujmy się - moje doświadczenie było zerowe i przewijanie sporo mi zajmowało i wtedy smoczek najbardziej się przydawał... a mała ma bardzo donośny głos (krzyk) - w któryś dzień postawiła na nogi psy w całym bloku - jak zaczęła krzyczeć to psy u sąsiadów pod nami i nad nami zaczęły szczekać razem z nią ;))

      Wow - to spory kawałek do szpitala, faktycznie rodzić zimą, gdy mieszka się w miejscu, gdzie mogą być problemy z dotarciem do szpitala to niewesoła sprawa - chyba bym się wykończyła ze stresu czekają i patrząc za okno, jaka jest pogoda..

      Ja laktatora używam sporadycznie - najbardziej na początku, bo często miałam problem z przystawieniem małej do piersi, albo miałam dużo pokarmu - teraz używam raz na jakiś czas, gdy mam bardzo duzo pokarmu.
      Jeśli ktoś mi jeszcze powie, że karmienie piersią to taka super sprawa to chyba już nie wytrzymam - niestety według mnie to wcale nie jest takie łatwe i piękne - problemy z pokarmem - raz za mało, raz za dużo, karmię na żądanie, więc czasem mała potrafi chcieć jeść co godzinę albo jeszcze częściej..
      bardzo łatwo o jakieś stany zapalne - ostatnio miałam gorączkę i dreszcze - położona powiedziała, że to od piersi :( a staram się, żeby się nie zaziębić...
      do tego czasem strasznie bolą mnie piersi - gdy przystawiam małą i zaczyna ssać, to mi czasem łzy w oczach stają z bólu...
      wiem, że będę starała się jak najdłużej karmić piersią, ale wiem też, że chyba zbyt długo to nie potrwa - bo nie wiem ile dam radę....
      powoli dokarmiam małą - na razie malutkimi ilościami i nie codziennie, tylko gdy zje mi wszystko z piersi (co się zdarza) i nadal jest głodna...

      Usuń
    2. Moim zdaniem nie ma co się zmuszać do karmienia piersią pomimo tego "piersiowego terroru".
      Dla mnie najbardziej irytującą kwestią są nieproszone rady innych mam.

      Usuń
    3. mnie najbardziej wkurza to głupie gadanie, że może mam za mało pokarmu, bo mała chce ciągle jeść - niestety takie uroki karmienia piersią - a położona powiedziała, że skoro mała rośnie jak na drożdżach - to znaczy, że z moim pokarmem jest wszystko ok ;)

      karmię już miesiąc - wydaje się krótko, ale dla mnie to długo ;)
      jeszcze troszkę się postaram, ale z pewnością zbyt długo to nie potrwa...

      faktycznie - jest troszkę tak, że panuje "piersiowy terror" - ze strony lekarzy, położnych, rodziny i młodym matką nie jest łatwo

      Usuń
  11. Sporo tych rzeczy, ale widać że wszystko się przydało :) Bardzo pomocny wpis dla przyszłych mam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Torba spakowana bardzo dobrze. Wypatrzyłam śliczne buciki - misie. ;)
    U mnie smoczki się nie przydały, Julka całkowicie je odrzuciła. Nie używałam też laktatora, tylko po pierwszej ciąży 2 razy, ale jakoś mi nie szło to odciąganie i było to dla mnie nie przyjemne. Więc odpuściłam. Także jest to indywidualna sprawa.
    Też miałam osobną sale do rodzenia - nie wyobrażam sobie inaczej.

    pozdrawiam Ciebie i córeczkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety - moja mała ma za duże stopy i nie zmieściły się w te piękne buciki misie ;)
      obecnie - Łucja sporadycznie dostaje smoczek - ostatnio za bardzo go nie chce nawet - zależy od jej humoru ;)
      To odciąganie faktycznie niezbyt przyjemne, ale czasem trzeba...

      pozdrawiam kochana :))

      Usuń
  13. Dzięki wielkie za ten wpis! U mnie torba już czeka, zobaczymy co się sprawdzi, a co nie. Mam nadzieję, że już doszłaś do siebie, a Łucja jest spokojna i nie dokucza :) Niech rośnie zdrowo!
    kolodynska.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powodzenia kochana :)))
      niby doszłam do siebie bardzo szybko ;)
      staram się wszystko ogarnąć najlepiej jak umiem, ale ciągle brakuje mi czasu...
      szczególnie na sen, bo śpię bardzo mało - ciągle sobie obiecuję, że chociaż na chwilę położę się w dzień, jak mała będzie spała, ale ciągle jest tyle do zrobienia, że nie ma kiedy...

      Usuń
  14. Gratuluję:)) Pamiętam jaką ja miałam torbę do szpitala. Najmniej przydała mi się książka, bo choć kocham czytać to po cesarce nie miała sił na nic, a następnego dnia miałam już córcię pod swoją opieką:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie - mi książka tez zupełnie się nie przydała,
      a jako, że rodziłam naturalnie - to mała od razu pojechała na salę ze mnę i była pod moją opieką...
      pozdrawiam :))

      Usuń
  15. Jednak co szpital to obyczaj bo dla przykładu u mnie było wszystko dla maluchów (łącznie z kosmetykami, pieluszkami, chusteczkami etc.), podkłady dla mamy, papier w toalecie etc. Ja do tej listy ważnej po SN dołożyłabym jeszcze octanisept, bo od razu go używałam na ranę. U nas były też słabe posiłki plus dziwne pory (9:30,12,16:30) więc u mnie sucharki czy wafelki ryżowe były niezbędne i dużo wody, codziennie mąż przynosił przynajmniej 1,5litra. A co do ubranek, ja miałam tylko 56 i 62 a synek urodził się 48cm i to była totalna porażka, bo we wszystkim wyglądał komicznie ;)
    Kosmetyków do makijażu nawet nie brałam, wiedziałam, że nie będzie siły ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nie wzięłam octaniseptu - używałam go dopiero w domu, chociaż faktycznie masz rację, że warto by było go wziąć ze sobą ;)
      ja też miałam jakieś przekąski ;)
      no właśnie z tymi ubrankami ciężka sprawa - trudno przewidzieć ;)
      ja byłam optymistką i wzięłam kosmetyki ;))

      Usuń
  16. Ja też miałam te majteczki i to był duży błąd, są niewygodne i mam wrażenie że nie przepuszczają powietrza. Na szczęście wzięłam też siateczkowe, co mi uratowało życie, poszło aż 9 par, bo wywalałam za każdym razem jak mi się ubrudziły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja miałam tylko te 5 par i na dwa dni to i tak było trochę mało, bo też zaraz wyrzucałam ;)
      ja na nie nie narzekałam, jeśli chodzi o przepuszczanie powietrza, ale fakt - bardzo niewygodne ..

      Usuń
  17. A ja się nie zgodzę z tym, że koszule nocne takie do karmienia to przesada :) Myślę że warto zainwestować w wygodną i kobiecą choćby po to, żeby w tych trudnych dniach dodać sobie kobiecości :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Super. Bardzo fajnie, że powstają takie strony z poradami - kobieta przed porodem jest tak zakręcona a informacje w artykułach są tak różne, że trudno się w tym połapać. Ja akurat mam termin za 5 tygodni i dziękuję za zawarte w tekście wskazówki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo się cieszę,że wpis jest tak przydatny - to już dwa lata minęły od czasu, gdy go pisałam.... :))

      Usuń